niedziela, 20 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Claire

Patrzyłam za powoli oddalającymi się przyjaciółmi. Ile bym zrobiła,  by być na ich miejscu. Pani profesof zaczęła stukać niecierpliwie paznokciami o metalową ramę szpitalnego łóżka. Podniosłam na nią skruszony wzrok.
- Zapytam wpros - powiedziała,  patrząc na mnie pełnym wyrozumienia spojrzeniem - Co robiłaś poza dormitorium o tak późnej godzinie?
- Nie pamiętam Pani Profesor - skłamałam. Chwilę jeszcze patrzyła na mnie.
- Pan Filch znalazł cię krzyczącą w damskiej łazience. Mogło skończyć się na czymś gorszym,  niż omdlenie - zrugała mnie - Za twoją nierozwagę odejmuję Ravenclaw 30 punktów. - W pokorze skinęłam głową - Mam nadzieję,  że szybko wrócisz do siebie - wstała i skierowała się w stronę wyjścia.
- Pani profesor - powiedziałam cicho.
- Tak? - Odwróciła się w moją stronę.
-  W łazience nie było Jęczącej Marty - zauważyłam - Duchy chyba nie...
- Dostałam już to zgłoszenie - odpowiedziała chłodnym tonem. Zupełnie nie jak ona... Odwróciła się i wyszła. Po chwili przez drzwi wejrzała ruda czupryna Simona.
- Hej - uśmiechnął się - Żyjesz jakoś?
- Tak - zmarszczyłam brwi - Nie powinieneś być na lekcjach ?
- Być może - odpowiedział wolno,  oglądając się na korytarz.
- Lepiej idź. McGonagal jest nie w humorze. Odjęła nam 30 punktów.
- Aż tyle? - Zdziwił się.
- Niestety - skinęłam głową.
- Wiesz,  kiedy wychodzisz?
- Pewnie dzisiaj. Może nawet zaraz - zastanowiłam się.
- A jak tam Flami? - Dopytywał dalej. Uderzyłam się ręką w czoło. Zapomniałam o liście! Przeszukałam wszystkie kieszenie,  aż wyciągnęłam go z triumfem. Z przodu grubej,  kremowej koperty było wypisane moje imię i nazwisko. Jednak nigdzie nie było nadawcy. Otworzyłam go. W środku znajodwał się list. Od razu rozpoznałam pismo babci.
- Od kogo to? - Spytał chłopak,  pochodząc do mnie.
- Od babci. Pewnie opowiada o tym,  co u niej - wzruszyłam ramionami. Prawda była taka,  że nigdy nie dostałam żadnego listu,  nie licząc tego do hogwartu.
- Możesz już iść - znikąd pojawiła się Pani Pomfrey.Zerwałam się z łóżka.
- Dziękuję - zawołałam,  wybiegając na korytarz. Za mną oczywiście biegł zaskoczony Simon.
- Gdzie ci się tak śpieszy? - Spytał,  doganiając mnie.
- Muszę gdzieś iść. Sama - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Jak chcesz - uniósł ręce w geście rezygnacji. Pobiegłam do łazienki Jęczącej Marty.
- Marto? - Zawołałam cicho. Odpowiedziała mi cisza. Zjawa nigdy nie opuszczała łazienki. Coś musiało się stać. Jak na znak powróciły szepty.
~ Czego chcesz? - Spytał jeden z nich,  silniejszy,  przebijający się przez resztę.
- Mogłabym spytać się o to samo - odpowiedziałam na pytanie. 
~ Co tutaj robisz? - dopytywał się inny,  damski głos. 
- Szukam przyjaciółki. 
~ Lepiej tego nie rób - ktoś położył mi zimną dłoń na ramieniu. Za mną stał jakiś duch ~ Czeka cię kara... - Po chwili mężczyzna zniknął. 
~ Kara,  wielka kara - szeptały głosy. Zatkałam uszy i wybiegłam z łazienki. Skierowałam się prosto do dormitorium. Musiałam się przespać. Coś się działo z duchami. I tylko one mogły mi o tym opowiedzieć. 
***
Obudziłam się w środku nocy,  zlana potem. Trzęsąc się,  wstałam z łóżka,  narzuciłam na siebie szatę i wybiegłam na nocny korytarz. Coś było nie tak. Zbiegłam po schodach aż do Wielkiej Sali. 
~ Mówiłem ci,  żebyś nie szukała dziewczyny - powiedział ten sam głos co w łazience. Nagle zza rogu wychyliła się upiorna twarz ducha. W ręce trzymała zakrwawiony nóż. To ten sam duch,  którego widziała Claire. Zaczęłam uciekać. Potknęłam się o coś,  lądując na dywanie. Upiór pochylił się nadde mną. Krzyk utknął mi w gardle. Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Nóż zaczął opadać na moją pierś. Zaczęłam krzyczeć. 
- Cat! - Ktoś potrząsał mocno za moje ramiona - Cat obudź się! 
- Zostawcie mnie! - zawołałam,  machając rękami. 
- Cat to ja - przed sobą ujrzałam twarz Claire. 
- Gdzie ja jestem? - Spytałam,  rozglądając się dookoła - I jak się tu znalazłam ?
<Claire?>

Od Claire CD Cat

-Filch cię tu przyniósł. Byłaś nieprzytomna. Podsłuchaliśmy, że byłaś w łazience Wrzeszczącej Marty.-powiedziałam.
-Przypominam coś sobie. A jak wam poszło?-zapytała Cat.
-Może najpierw ty powiedz.-mruknął Ben.
-Dobra...-zaczęłam skubać palcami rąbek szaty.-No więc... Poszłam do wschodniego skrzydła. Przez chwilę chodziłam w tą i z powrotem. Nie bardzo wiedziałam co robić. Nagle usłyszałam jakiś głos. Odwróciłam się. Nie zauważyłam nic podejrzanego. Kiedy szłam po tym długim czerwonym dywanie, potknęłam się o coś. Spojrzałam, co mogło być przyczyną upadku. Nóż. Za sobą zauważyłam jednak coś jeszcze. Ducha. Nie bardzo wiedziałam, jak duch mógł wziąć ostrze do "ręki"...
-Ale skąd wiedziałaś, że to on podrzucił ten nóż?-przerwał mi Ben.
-Zakrwawiony duch unosi się za tobą i uśmiecha się nieprzyjemnie, widząc, że się wywróciłeś.-mruknęłam. Chłopak wzruszył ramionami.-To dalej... Wycofałam się wolno, po chwili jednak postanowiłam wstać i trochę pobiec. Czary raczej na nic by mi się nie zdały. Zjawa nadal dotrzymywała mi kroku. Po jakimś czasie znowu się potknęłam, tym razem o głupią sznurówkę. Wiedziałam, że dalsza ucieczka nie ma sensu, więc po prostu skuliłam się na podłodze i czekałam. Nic się jednak nie stało. Odważyłam się usiąść. Duch rozsypał się w drobny...
-Duch się rozsypał?-zapytał Ben.
-Możesz mi nie przerywać?!-warknęłam.-Tak, rozsypał się.
-Ale...-zaczął. Kopnęłam go w kostkę.-Au!
-No więc rozsypał się w drobny pył. Wstałam i poszłam dalej przez korytarz wciąż nie wiedząc co właściwie zaszło. Po chwili dotarłam do końca korytarza...-przerwał mi odgłos kroków. Do skrzydła szpitalnego weszła profesor McGonagall.
-Mogę z tobą porozmawiać Catherine?-powiedziała. Razem z Benem wstaliśmy i wyszliśmy z pomieszczenia.

<Cat?>

środa, 16 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Claire

Powoli ruszyłam w stronę zachodniego skrzydła. Mam nadzieję, że nie spotkam nikogo. Powoli skradałam się korytarzami, pogrążonej w mroku szkoły. Zbliżałam się do Łazienki Jęczącej Marty, kiedy powietrze przeciął wysoki krzyk. Zgadywałam, że to duch krukonki narzekał po nocach. Czasami, kiedy miałam czas, lubiłam z nią przesiadywać. Było to trochę dziwne, ale współczułam jej.
- Marta ? - spytałam, wchodząc do środka. Łazienka była jeszcze bardziej przerażająca o zmierzchu. Aż ciarki przeszły mi po plecach. Odpowiedziała mi cisza. Nie było jej tutaj. Nigdy stąd nie wychodziła. Nagle usłyszałam szept. Jeden, cichy głosik. Po chwili dołączyło do niego więcej głosów. Coś mówiły. Nie wiem co. Stawały się coraz głośniejsze. W końcu zaczęły sie przez siebie przekrzykiwać. Przyklękłam, zasłaniając uszy, jednak nic to nie dało. Nie wiem, czy krzyczałam. W pewnym momencie ktoś szybkim ruchem podniósł mnie z ziemi. Ujrzałam brzydką jak grzech twarz Filcha.
- Kogo my tu mamy ? - spytał skrzeczącym głosem, świecąc mi w twarz latarnią. Oddychałam płytko i czułam, że zaraz zemdleję.
- Ja... - zaczęłam, ale nie dokończyłam. Ziemia osunęła mi się spod nóg. Upadłam na mokrą posadzkę nieprzytomna.
Kiedy się obudziłam, pierwsze co usłyszałam to głosy. Ponownie straszliwe szepty. Jednak tym razem pozostawały one ciche. Czyjś głos przebił się przez nie.
- Chyba się budzi - powiedział ktoś nade mną. Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Bena. Pisnęłam, odruchowo dając mu w twarz. Przyłożył dłoń do policzka, cofając się.
- Nic jej nie jest - stwierdził znajomy głos.
- Simon ? - spytałam, rozglądając się dookoła. Nigdzie jednak go nie widziałam.
- Jesteśmy tu tylko my - Claire chwyciła mnie za rękę.
- Co się stało ? Nic nie pamiętam.
<Claire? Opowiedz też coś o waszych poszukiwaniach>

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Od Veroniki CD Ben, Cat

-Ciekawe.-mruknęłam. Rozeszłyśmy się. Poszłam do dormitorium. Usiadłam na łóżku. Przebrałam się szybko i zasnęłam.
***
Obudziło mnie ciche stukanie w szybę. Otworzyłam oczy. Było nadal ciemno. Podeszłam do okna. Szyba zaparowała. Ktoś zaczął coś po niej pisać. Przeczytałam. "Pomocy". Bliżej przyjrzałam się obrazowi za szybą. Nikogo tam nie było. Pomyślałam, że być może to tylko mi się śni. Wróciłam do łóżka. Po chwili ciche stukanie się powtórzyło. Wstałam. Nałożyłam na siebie bluzę i buty. Wyszłam z dormitorium. Zaczęłam się przechadzać po korytarzach. Idealną ciszę zmącił kolejny stukot. Na każdym oknie widniał ten sam napis: "Pomocy". Usiadłam na podłodze pod ścianą. Zamknęłam oczy. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Usłyszałam czyjeś kroki. Szybko wstałam i ukryłam się za filarem.
-Ktoś tu jest?-usłyszałam znajomy szept. Wyjrzałam z kryjówki. W ostrym świetle różdżki zauważyłam twarz Claire. Wyszłam z ukrycia.
-Lumos.-mruknęłam pod nosem. Z mojej różdżki wytrysnął strumień jasnego światła.-Co tutaj robisz?
-Mogłabym się ciebie spytać o to samo.
-Dobrze... Usłyszałam jakiś stukot i na szybie ktoś napisał "Pomocy".-powiedziałam.
-Dziwne. Ja też.-dziewczyna odwróciła szybko głowę. Za nią pojawiły się dwie postacie.
-Wy też?-powiedziała Cat.
-Tak. Niech zgadnę. Wy też zobaczyliście napis na szybie?-zapytała Claire.
-Tak.-odpowiedział... chyba Ben.
-Świetnie. To co robimy?
-Trzeba by było to zbadać, nie podoba mi się to...-mruknęłam.
-Chyba mam pomysł...-Claire podeszła do szyby. Napisała na niej coś. Przybliżyliśmy się. Napisała: "Kim jesteś?". Po chwili napis znikł. Na jego miejscu zauważyliśmy nowy. "Przekonacie się".
-O co tu chodzi?-zapytał Ben.
-Nie mam pojęcia.-dziewczyna znowu zajęła się pisaniem na szybie. "Gdzie cię szukać?".
-Chyba nie chcesz go szukać?!-zdziwiła się Cat.
-I tak pewnie nie da nam zasnąć.-Claire wzruszyła ramionami. Po chwili pojawił się napis: "Jest kilka miejsc...".
-Świetnie.-wywróciłam oczami.
-Może się rozdzielimy?-rzucił Ben.
-Czemu nie...-powiedziałam.-Cat niech pójdzie do zachodniego skrzydła, Claire do wschodniego, Ben przeszuka środkową część, a ja wybiorę się do Zakazanego Lasu.
-Chyba żartujesz...-Claire prawie krzyknęła.
-Wy jeszcze komuś się przydacie...-szepnęłam, miejąc nadzieję, że nikt tego nie słyszał. Rozeszliśmy się w swoje strony.

<Ben, Cat?>

czwartek, 10 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Veronica

- Jak ty to robisz ? - spytałam
- Ale co ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Veronica
- No... Jakim cudem zwierzęta się ciebie słuchają ? Flami ma charakterek - poczułam, że kąciki moich ust unoszą się mimowolnie do góry.
- Jakoś tak samo wychodzi - dziewczyna odwróciła wzrok. Kiwnęłam głową.
- Jeszcze raz dzięki - powoli zapadał zmierzch. Na niebie pojawiały sie pierwsze gwiazdy.
- Mogę ci zadać jedno pytanie ? - spytała dziewczyna niepewnie.
- Jasne - wzruszyłam ramionami. Byłyśmy już na dziedzińcu szkoły. Przystanęłam, wpatrując się w pomarańczowo-różowe niebo. Zawiał lekki wiatr, bawiąc się moimi włosami. Odgarnęłam je z twarzy, zakładając za ucho.
- Czemu akurat Flami ?
- Czemu ona ? - zastanowiłam się na chwilę - Ciężko mi powiedzieć. Kiedy weszłam do sklepu z sowami, sprzedawca pokazywał mi różne sowy. Jednak ta jedna tak na mnie patrzyła. Wiedziałam, że czeka na mnie. Babcia ostrzegła mnie, że ma charakterek. Przez pierwsze tygodnie była tak agresywna, że codziennie chodziłam z bandażami na rękach. - podwinęłam rękaw, pokazując małe, wyblakłe już blizny -  Spędzałam z nią każdy dzień. Przypatrywałam się jej. Próbowałam dotykać. Jednak bez większych postępów. Rodzice powiedzieli, że trzeba ją uśpić. Nie pozwalałam na to. Nie przesypiałam nocy, byleby ją trochę oswoić. W końcu wyszła z klatki i podeszła do mnie. Zaczęłyśmy się tolerować. Ja nie będę jej denerwować ani nigdy jej nie opuszczę a ona nie będzie mnie dziobać. - wzruszyłam ramionami - Tak to było.
<Veronica?>

środa, 9 kwietnia 2014

Od Veroniki CD Cat

O umówionej godzinie przyszłam do sowiarni. Cat jeszcze nie przyszła. Postanowiłam przeznaczyć tą chwilę na uważniejsze przyjrzenie się Flami. Usiadłam na parapecie wielkiego okna. Spojrzałam na płomykówkę. Ona utkwiła we mnie wzrok. Przez jakiś czas patrzyłyśmy tak, próbując zrozumieć siebie nawzajem. Po chwili w drzwiach pojawiła się Cat.
-Cześć. Przepraszam za spóźnienie, Snape mnie na chwilę zatrzymał.-zaczęła się tłumaczyć.
-Nic nie szkodzi. Mam dość dużo czasu.-powiedziałam.
-To od czego zaczynamy?-zapytała dziewczyna. Gwizdnęłam cicho. Claw przyleciał i usiadł mi na ramieniu.
-Może od tego.-podrapałam puchacza po szyi. Lekko zmrużył oczy.-Spróbuj zagwizdać.
-Jak?
-Tak jak potrafisz.-Cat gwizdnęła. Flami przestąpiła z nogi na nogę.-Spróbuj ciszej i spokojniej.
-Spokojniej?-dziewczyna lekko przechyliła głowę. Zagwizdała znowu. Tym razem lepiej, ponieważ płomykówka przeleciała kawałek, a potem usiadła na belce pod sufitem.
-Spróbuj jeszcze raz.
-Spoko...-gwizdnęła. Flami zleciała z belki i usiadła Cat na ramieniu.
-Właśnie tak. Sowa rozpoznaje twój głos i dlatego przylatuje.-wyjaśniłam.
-Co dalej?
-Podrap ją po szyi.
-Czemu?
-Oswoi się z twoim dotykiem i będzie to kojarzyć z czymś przyjemnym.-powiedziałam. Cat posłusznie podrapała Flami po szyi. Sowa lekko zmrużyła oczy.
-Nieźle. Czy to znaczy, że nie będzie mnie dziobać?-dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
-Nie do końca.-mruknęłam.-Nie będzie ci próbowała nic zrobić, jeśli ją dotkniesz.
-To co mam zrobić, jeśli chcę odebrać od niej list?
-To.-podałam Claw'owi pustą kopertę. Podleciał do Cat.-Wolno przybliż do niego rękę. Nie wykonuj gwałtownych ruchów.
-Ale twój jest oswojony...-powiedziała dziewczyna.
-Tak się składa że nie lubi obcych. Znaczy się, każdego oprócz mnie.-poczułam że kąciki ust lekko unoszą mi się do góry. Cat zaczęła wyciągać w jego stronę dłoń. Kilka razy próbowała robić to za szybko, i w rezultacie Claw prawie by ją dziobnął. W końcu udało jej się odebrać kopertę.
-Dobrze. Teraz Flami.-podeszłam do płomykówki siedzącej cały czas na ramieniu Cat. Wolno wyciągnęłam rękę w stronę ptaka i dotknęłam jego piór.
~Czego chcesz?~usłyszałam w głowie.
-Pomóc wam. Chodź.-odpowiedziałam w myślach. Flami przeskoczyła na moje ramię. Wetknęłam jej kopertę do dzioba. Cat wolno wyciągnęła dłoń w jej stronę. Sówka kilka razy próbowała ją dziobnąć.
-Spokojnie. Obydwie.-mruknęłam. Za... Nie wiem którym podejściem, straciłam poczucie czasu... w końcu im się udało.
-Nie wiem jak ty to robisz, że cię słucha.-westchnęła dziewczyna.-Mam już dość.
-Przychodź tu codziennie i próbuj, dopóki całkowicie ci nie zaufa. Potem wypróbujemy inne ćwiczenia.-Cat skinęła głową. Zeszłyśmy razem po schodach.

<Cat?>

wtorek, 8 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Veronica, Claire

Claire lekko się skrzywiła.
- Całkiem dobrze - mruknęła w odpowiedzi i odeszła. Spojrzałam pytająco na Simona. Wzruszył tylko ramionami.
- Chodź już - westchnęłam, wchodząc do Wielkiej Sali. Usiadłam przy stole krukonów.
- Jak życie ? - spytała Lucy, siadając koło nas.
- Nic nie mów - zaczęłam grzebać widelcem w jedzeniu.
- A jej co sie stało ? - spytał jakiś chłopak, siadając naprzeciwko mnie. Chyba miał na imię Max czy jakoś tak.
- Nic mi nie jest - odpowiedziałam. Do Sali wleciały sowy. Nawet nie szukałam swojej płomykówki. I tak jej nie znajdę.
- Cat ! - uniosłam głowę, idealnie by zobaczyć szpony Flami wyciągnięte w moją stronę. 
- Jezu ! - krzyknęłam, uchylając sie przed nimi.. Sowa przysiadła przed moim talerzem, patrząc na mnie swoimi dużymi oczami. W dziobie trzymała kremową kopertę z moim imieniem. To było wyzwanie. Ostrożnie wyciągnęłam rękę w jej stronę. Zmierzyła mnie wzrokiem "Jeśli posuniesz tą rękę jeszcze o kawałek, skończysz bez palców." Bez ryzyka nie ma zabawy. Szybkim ruchem wyrwałam kopertę. Pisk rozniósł się echem po całej Sali. Zerwałam się z miejsca i osłaniając głowę, wybiegłam na korytarz. Wściekła sowa leciała za mną.
- Flami!!! - zawołałam. Zwierzę przysiadło na parapecie, obserwując mnie uważnie - Wracaj do siebie. Obiecuję, że do ciebie przyjdę - uśmiechnęłam się. Sowa spojrzała na mnie podejrzliwie i odleciała. Schowałam list do kieszeni i wróciłam do Wielkiej Sali. Przed drzwiami czekała na mnie Veronica. Na jej ramieniu siedział uroczy puchacz.
- Pomóc ci z twoją sową ? - spytała.
- Nie wiem czy coś da się z nią zrobić - potarłam rany na rękach.
- Spotkamy się po lekcjach w sowiarni ? - zaproponowała.
- Dobrze. I dzięki - uśmiechnęłam się - Do zobaczenia - pomachałam jej, idąc na lekcje.
<Veronica ? Jak nasza lekcja w sowiarni? Claire? Bardzo się ośmieszyłam?>