- Zapytam wpros - powiedziała, patrząc na mnie pełnym wyrozumienia spojrzeniem - Co robiłaś poza dormitorium o tak późnej godzinie?
- Nie pamiętam Pani Profesor - skłamałam. Chwilę jeszcze patrzyła na mnie.
- Pan Filch znalazł cię krzyczącą w damskiej łazience. Mogło skończyć się na czymś gorszym, niż omdlenie - zrugała mnie - Za twoją nierozwagę odejmuję Ravenclaw 30 punktów. - W pokorze skinęłam głową - Mam nadzieję, że szybko wrócisz do siebie - wstała i skierowała się w stronę wyjścia.
- Pani profesor - powiedziałam cicho.
- Tak? - Odwróciła się w moją stronę.
- W łazience nie było Jęczącej Marty - zauważyłam - Duchy chyba nie...
- Dostałam już to zgłoszenie - odpowiedziała chłodnym tonem. Zupełnie nie jak ona... Odwróciła się i wyszła. Po chwili przez drzwi wejrzała ruda czupryna Simona.
- Hej - uśmiechnął się - Żyjesz jakoś?
- Tak - zmarszczyłam brwi - Nie powinieneś być na lekcjach ?
- Być może - odpowiedział wolno, oglądając się na korytarz.
- Lepiej idź. McGonagal jest nie w humorze. Odjęła nam 30 punktów.
- Aż tyle? - Zdziwił się.
- Niestety - skinęłam głową.
- Wiesz, kiedy wychodzisz?
- Pewnie dzisiaj. Może nawet zaraz - zastanowiłam się.
- A jak tam Flami? - Dopytywał dalej. Uderzyłam się ręką w czoło. Zapomniałam o liście! Przeszukałam wszystkie kieszenie, aż wyciągnęłam go z triumfem. Z przodu grubej, kremowej koperty było wypisane moje imię i nazwisko. Jednak nigdzie nie było nadawcy. Otworzyłam go. W środku znajodwał się list. Od razu rozpoznałam pismo babci.
- Od kogo to? - Spytał chłopak, pochodząc do mnie.
- Od babci. Pewnie opowiada o tym, co u niej - wzruszyłam ramionami. Prawda była taka, że nigdy nie dostałam żadnego listu, nie licząc tego do hogwartu.
- Możesz już iść - znikąd pojawiła się Pani Pomfrey.Zerwałam się z łóżka.
- Dziękuję - zawołałam, wybiegając na korytarz. Za mną oczywiście biegł zaskoczony Simon.
- Gdzie ci się tak śpieszy? - Spytał, doganiając mnie.
- Muszę gdzieś iść. Sama - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Jak chcesz - uniósł ręce w geście rezygnacji. Pobiegłam do łazienki Jęczącej Marty.
- Marto? - Zawołałam cicho. Odpowiedziała mi cisza. Zjawa nigdy nie opuszczała łazienki. Coś musiało się stać. Jak na znak powróciły szepty.
~ Czego chcesz? - Spytał jeden z nich, silniejszy, przebijający się przez resztę.
- Mogłabym spytać się o to samo - odpowiedziałam na pytanie.