-Wszystko w porządku?-wylądowałam obok Bena.
-Chyba tak.-odpowiedział.
-Dobra, na dzisiaj koniec.-powiedział Lucas.-Jutro ostatni trening przed meczem z Gryfonami.
-Ostatni?-zapytałam zdziwiona.-Coraz wcześniej te mecze.
-Nie moja wina.-mój brat wzruszył ramionami. Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Pomogłam Benowi wstać. Poszliśmy do sali obrony przed czarną magią. Zaczęła się lekcja. Było dość nudno, bo pierwsza godzina zwykle jest zapoznawcza. W końcu lekcja się skończyła. Zbiegłam po schodach. Reszta godzin jakoś przeszła. Poszłam do Wielkiej Sali i usiadłam przy stoliku obok Bena. Podali kolację.
-Widzisz?-Ben trącił mnie łokciem.
-Co?-zapytałam zdezorientowana.
-Jeden z Gryfonów ciągle patrzy w twoją stronę.
-Kto? Gdzie?-Ben skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Nie patrzył na mnie. Widocznie musiał się odwrócić, kiedy go szukałam.
-Wydaje mi się, że go kojarzę.-mruknął Ben.
-Bo ja wiem...-wzruszyłam ramionami. Spojrzałam jeszcze raz w stronę stolika Gryfonów. Przez resztę kolacji chłopak w ogóle nie patrzył w moją stronę. Nie wiedziałam o co mu mogło chodzić. Po posiłku poszłam do dormitorium. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się w środku nocy. Znów męczył mnie ten sam sen. Westchnęłam cicho. Spróbowałam wyrzucić wspomnienie z głowy. Zamknęłam oczy i znów zapadłam w sen.
-Chyba tak.-odpowiedział.
-Dobra, na dzisiaj koniec.-powiedział Lucas.-Jutro ostatni trening przed meczem z Gryfonami.
-Ostatni?-zapytałam zdziwiona.-Coraz wcześniej te mecze.
-Nie moja wina.-mój brat wzruszył ramionami. Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Pomogłam Benowi wstać. Poszliśmy do sali obrony przed czarną magią. Zaczęła się lekcja. Było dość nudno, bo pierwsza godzina zwykle jest zapoznawcza. W końcu lekcja się skończyła. Zbiegłam po schodach. Reszta godzin jakoś przeszła. Poszłam do Wielkiej Sali i usiadłam przy stoliku obok Bena. Podali kolację.
-Widzisz?-Ben trącił mnie łokciem.
-Co?-zapytałam zdezorientowana.
-Jeden z Gryfonów ciągle patrzy w twoją stronę.
-Kto? Gdzie?-Ben skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Nie patrzył na mnie. Widocznie musiał się odwrócić, kiedy go szukałam.
-Wydaje mi się, że go kojarzę.-mruknął Ben.
-Bo ja wiem...-wzruszyłam ramionami. Spojrzałam jeszcze raz w stronę stolika Gryfonów. Przez resztę kolacji chłopak w ogóle nie patrzył w moją stronę. Nie wiedziałam o co mu mogło chodzić. Po posiłku poszłam do dormitorium. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się w środku nocy. Znów męczył mnie ten sam sen. Westchnęłam cicho. Spróbowałam wyrzucić wspomnienie z głowy. Zamknęłam oczy i znów zapadłam w sen.
***
Otworzyłam oczy. Było jasno, więc tym razem spałam spokojnie. Wstałam i włożyłam ubranie. Poszłam do Wielkiej Sali. Zaczęło się właśnie śniadanie. Usiadłam przy stole i leniwie nałożyłam jedzenie na talerz. Kiedy zjadłam, udałam się do zielarni.
-Witajcie uczniowie.-powiedziała profesor Sprout.-Dzisiaj będziemy przesadzać mandragory...
-Znowu...?-mruknęłam.
-Tsa.-mruknął Ben.-Czy ona po prostu nas nie chce wykorzystać?
-Być może, panie Blacwell.-powiedziała pani Sprout.-Chyba wiecie co robić.
-Tak.-wykrzyknęliśmy wszyscy chórem. Założyliśmy nauszniki i docisnęliśmy klapki. Zabraliśmy się do przesadzania mandragor. W końcu lekcja się skończyła i wrzaski tego paskudztwa ucichły.
<Ben?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz