-Filch cię tu przyniósł. Byłaś nieprzytomna. Podsłuchaliśmy, że byłaś w łazience Wrzeszczącej Marty.-powiedziałam.
-Przypominam coś sobie. A jak wam poszło?-zapytała Cat.
-Może najpierw ty powiedz.-mruknął Ben.
-Dobra...-zaczęłam skubać palcami rąbek szaty.-No więc... Poszłam do wschodniego skrzydła. Przez chwilę chodziłam w tą i z powrotem. Nie bardzo wiedziałam co robić. Nagle usłyszałam jakiś głos. Odwróciłam się. Nie zauważyłam nic podejrzanego. Kiedy szłam po tym długim czerwonym dywanie, potknęłam się o coś. Spojrzałam, co mogło być przyczyną upadku. Nóż. Za sobą zauważyłam jednak coś jeszcze. Ducha. Nie bardzo wiedziałam, jak duch mógł wziąć ostrze do "ręki"...
-Ale skąd wiedziałaś, że to on podrzucił ten nóż?-przerwał mi Ben.
-Zakrwawiony duch unosi się za tobą i uśmiecha się nieprzyjemnie, widząc, że się wywróciłeś.-mruknęłam. Chłopak wzruszył ramionami.-To dalej... Wycofałam się wolno, po chwili jednak postanowiłam wstać i trochę pobiec. Czary raczej na nic by mi się nie zdały. Zjawa nadal dotrzymywała mi kroku. Po jakimś czasie znowu się potknęłam, tym razem o głupią sznurówkę. Wiedziałam, że dalsza ucieczka nie ma sensu, więc po prostu skuliłam się na podłodze i czekałam. Nic się jednak nie stało. Odważyłam się usiąść. Duch rozsypał się w drobny...
-Duch się rozsypał?-zapytał Ben.
-Możesz mi nie przerywać?!-warknęłam.-Tak, rozsypał się.
-Ale...-zaczął. Kopnęłam go w kostkę.-Au!
-No więc rozsypał się w drobny pył. Wstałam i poszłam dalej przez korytarz wciąż nie wiedząc co właściwie zaszło. Po chwili dotarłam do końca korytarza...-przerwał mi odgłos kroków. Do skrzydła szpitalnego weszła profesor McGonagall.
-Przypominam coś sobie. A jak wam poszło?-zapytała Cat.
-Może najpierw ty powiedz.-mruknął Ben.
-Dobra...-zaczęłam skubać palcami rąbek szaty.-No więc... Poszłam do wschodniego skrzydła. Przez chwilę chodziłam w tą i z powrotem. Nie bardzo wiedziałam co robić. Nagle usłyszałam jakiś głos. Odwróciłam się. Nie zauważyłam nic podejrzanego. Kiedy szłam po tym długim czerwonym dywanie, potknęłam się o coś. Spojrzałam, co mogło być przyczyną upadku. Nóż. Za sobą zauważyłam jednak coś jeszcze. Ducha. Nie bardzo wiedziałam, jak duch mógł wziąć ostrze do "ręki"...
-Ale skąd wiedziałaś, że to on podrzucił ten nóż?-przerwał mi Ben.
-Zakrwawiony duch unosi się za tobą i uśmiecha się nieprzyjemnie, widząc, że się wywróciłeś.-mruknęłam. Chłopak wzruszył ramionami.-To dalej... Wycofałam się wolno, po chwili jednak postanowiłam wstać i trochę pobiec. Czary raczej na nic by mi się nie zdały. Zjawa nadal dotrzymywała mi kroku. Po jakimś czasie znowu się potknęłam, tym razem o głupią sznurówkę. Wiedziałam, że dalsza ucieczka nie ma sensu, więc po prostu skuliłam się na podłodze i czekałam. Nic się jednak nie stało. Odważyłam się usiąść. Duch rozsypał się w drobny...
-Duch się rozsypał?-zapytał Ben.
-Możesz mi nie przerywać?!-warknęłam.-Tak, rozsypał się.
-Ale...-zaczął. Kopnęłam go w kostkę.-Au!
-No więc rozsypał się w drobny pył. Wstałam i poszłam dalej przez korytarz wciąż nie wiedząc co właściwie zaszło. Po chwili dotarłam do końca korytarza...-przerwał mi odgłos kroków. Do skrzydła szpitalnego weszła profesor McGonagall.
-Mogę z tobą porozmawiać Catherine?-powiedziała. Razem z Benem wstaliśmy i wyszliśmy z pomieszczenia.
<Cat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz