- Ale za to wygraliśmy - odpowiedziałem, siadając na łóżku obok. Było tutaj tak sterylnie czysto i biało, że bałem się czegokolwiek dotknąć.
- Złapałeś znicz ? - spytała, podnosząc się na łokciach.
- Prawie go połknął - powiedział ktoś przy drzwiach. Oboje podnieśliśmy wzrok. Stał tam ten gryfon, który uratował Claire życie. Chłopak opierał się o framugę drzwi. Miodowoblond włosy opadały mu lekko na czoło. Patrzył uważnie niebieskimi oczami na Claire.
- Taaa... - odwróciłem wzrok. Chłopak podszedł do nas szybkim krokiem.
- Jak się czujesz ?
- Całkiem dobrze - odpowiedziała dziewczyna, prawie niezdolna by cokolwiek powiedzieć.
- Chyba powinienem się przedstawić. Richard White. - uśmiechnął się, pokazując białe zęby.
- Claire Wright. Dzięki za ratunek. - odpowiedziała, lekko się rumieniąc. Zerknąłem na zegarek. Dochodziła czwarta.
- Muszę już iść. Inaczej Snape mnie zabije - mrugnąłem do dziewczyny i kiwnąłem głową Richardowi - Do zobaczenia później - wybiegłem z skrzydła szpitalnego. Gdziekolwiek nie szedłem, słyszałem rozmowy o meczu Quidditcha. Po drodze na moje nieszczęście spotkałem Lucasa.
- Jak się czuje ? - spytał.
- Całkiem dobrze - odpowiedziałem krótko, próbując go wyminąć.
- Gdzie teraz jest ? - spytał chłopak, chwytając mnie za tył szaty.
- W skrzydle szpitalnym - wyrwałem się mu, biegnąc w stronę piwnic.
<Lucas? Claire?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz