- Jak ty to robisz ? - spytałam
- Ale co ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Veronica
- No... Jakim cudem zwierzęta się ciebie słuchają ? Flami ma charakterek - poczułam, że kąciki moich ust unoszą się mimowolnie do góry.
- Jakoś tak samo wychodzi - dziewczyna odwróciła wzrok. Kiwnęłam głową.
- Jeszcze raz dzięki - powoli zapadał zmierzch. Na niebie pojawiały sie pierwsze gwiazdy.
- Mogę ci zadać jedno pytanie ? - spytała dziewczyna niepewnie.
- Jasne - wzruszyłam ramionami. Byłyśmy już na dziedzińcu szkoły. Przystanęłam, wpatrując się w pomarańczowo-różowe niebo. Zawiał lekki wiatr, bawiąc się moimi włosami. Odgarnęłam je z twarzy, zakładając za ucho.
- Czemu akurat Flami ?
- Czemu ona ? - zastanowiłam się na chwilę - Ciężko mi powiedzieć. Kiedy weszłam do sklepu z sowami, sprzedawca pokazywał mi różne sowy. Jednak ta jedna tak na mnie patrzyła. Wiedziałam, że czeka na mnie. Babcia ostrzegła mnie, że ma charakterek. Przez pierwsze tygodnie była tak agresywna, że codziennie chodziłam z bandażami na rękach. - podwinęłam rękaw, pokazując małe, wyblakłe już blizny - Spędzałam z nią każdy dzień. Przypatrywałam się jej. Próbowałam dotykać. Jednak bez większych postępów. Rodzice powiedzieli, że trzeba ją uśpić. Nie pozwalałam na to. Nie przesypiałam nocy, byleby ją trochę oswoić. W końcu wyszła z klatki i podeszła do mnie. Zaczęłyśmy się tolerować. Ja nie będę jej denerwować ani nigdy jej nie opuszczę a ona nie będzie mnie dziobać. - wzruszyłam ramionami - Tak to było.
<Veronica?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz