niedziela, 20 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Claire

Patrzyłam za powoli oddalającymi się przyjaciółmi. Ile bym zrobiła,  by być na ich miejscu. Pani profesof zaczęła stukać niecierpliwie paznokciami o metalową ramę szpitalnego łóżka. Podniosłam na nią skruszony wzrok.
- Zapytam wpros - powiedziała,  patrząc na mnie pełnym wyrozumienia spojrzeniem - Co robiłaś poza dormitorium o tak późnej godzinie?
- Nie pamiętam Pani Profesor - skłamałam. Chwilę jeszcze patrzyła na mnie.
- Pan Filch znalazł cię krzyczącą w damskiej łazience. Mogło skończyć się na czymś gorszym,  niż omdlenie - zrugała mnie - Za twoją nierozwagę odejmuję Ravenclaw 30 punktów. - W pokorze skinęłam głową - Mam nadzieję,  że szybko wrócisz do siebie - wstała i skierowała się w stronę wyjścia.
- Pani profesor - powiedziałam cicho.
- Tak? - Odwróciła się w moją stronę.
-  W łazience nie było Jęczącej Marty - zauważyłam - Duchy chyba nie...
- Dostałam już to zgłoszenie - odpowiedziała chłodnym tonem. Zupełnie nie jak ona... Odwróciła się i wyszła. Po chwili przez drzwi wejrzała ruda czupryna Simona.
- Hej - uśmiechnął się - Żyjesz jakoś?
- Tak - zmarszczyłam brwi - Nie powinieneś być na lekcjach ?
- Być może - odpowiedział wolno,  oglądając się na korytarz.
- Lepiej idź. McGonagal jest nie w humorze. Odjęła nam 30 punktów.
- Aż tyle? - Zdziwił się.
- Niestety - skinęłam głową.
- Wiesz,  kiedy wychodzisz?
- Pewnie dzisiaj. Może nawet zaraz - zastanowiłam się.
- A jak tam Flami? - Dopytywał dalej. Uderzyłam się ręką w czoło. Zapomniałam o liście! Przeszukałam wszystkie kieszenie,  aż wyciągnęłam go z triumfem. Z przodu grubej,  kremowej koperty było wypisane moje imię i nazwisko. Jednak nigdzie nie było nadawcy. Otworzyłam go. W środku znajodwał się list. Od razu rozpoznałam pismo babci.
- Od kogo to? - Spytał chłopak,  pochodząc do mnie.
- Od babci. Pewnie opowiada o tym,  co u niej - wzruszyłam ramionami. Prawda była taka,  że nigdy nie dostałam żadnego listu,  nie licząc tego do hogwartu.
- Możesz już iść - znikąd pojawiła się Pani Pomfrey.Zerwałam się z łóżka.
- Dziękuję - zawołałam,  wybiegając na korytarz. Za mną oczywiście biegł zaskoczony Simon.
- Gdzie ci się tak śpieszy? - Spytał,  doganiając mnie.
- Muszę gdzieś iść. Sama - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Jak chcesz - uniósł ręce w geście rezygnacji. Pobiegłam do łazienki Jęczącej Marty.
- Marto? - Zawołałam cicho. Odpowiedziała mi cisza. Zjawa nigdy nie opuszczała łazienki. Coś musiało się stać. Jak na znak powróciły szepty.
~ Czego chcesz? - Spytał jeden z nich,  silniejszy,  przebijający się przez resztę.
- Mogłabym spytać się o to samo - odpowiedziałam na pytanie. 
~ Co tutaj robisz? - dopytywał się inny,  damski głos. 
- Szukam przyjaciółki. 
~ Lepiej tego nie rób - ktoś położył mi zimną dłoń na ramieniu. Za mną stał jakiś duch ~ Czeka cię kara... - Po chwili mężczyzna zniknął. 
~ Kara,  wielka kara - szeptały głosy. Zatkałam uszy i wybiegłam z łazienki. Skierowałam się prosto do dormitorium. Musiałam się przespać. Coś się działo z duchami. I tylko one mogły mi o tym opowiedzieć. 
***
Obudziłam się w środku nocy,  zlana potem. Trzęsąc się,  wstałam z łóżka,  narzuciłam na siebie szatę i wybiegłam na nocny korytarz. Coś było nie tak. Zbiegłam po schodach aż do Wielkiej Sali. 
~ Mówiłem ci,  żebyś nie szukała dziewczyny - powiedział ten sam głos co w łazience. Nagle zza rogu wychyliła się upiorna twarz ducha. W ręce trzymała zakrwawiony nóż. To ten sam duch,  którego widziała Claire. Zaczęłam uciekać. Potknęłam się o coś,  lądując na dywanie. Upiór pochylił się nadde mną. Krzyk utknął mi w gardle. Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Nóż zaczął opadać na moją pierś. Zaczęłam krzyczeć. 
- Cat! - Ktoś potrząsał mocno za moje ramiona - Cat obudź się! 
- Zostawcie mnie! - zawołałam,  machając rękami. 
- Cat to ja - przed sobą ujrzałam twarz Claire. 
- Gdzie ja jestem? - Spytałam,  rozglądając się dookoła - I jak się tu znalazłam ?
<Claire?>

Od Claire CD Cat

-Filch cię tu przyniósł. Byłaś nieprzytomna. Podsłuchaliśmy, że byłaś w łazience Wrzeszczącej Marty.-powiedziałam.
-Przypominam coś sobie. A jak wam poszło?-zapytała Cat.
-Może najpierw ty powiedz.-mruknął Ben.
-Dobra...-zaczęłam skubać palcami rąbek szaty.-No więc... Poszłam do wschodniego skrzydła. Przez chwilę chodziłam w tą i z powrotem. Nie bardzo wiedziałam co robić. Nagle usłyszałam jakiś głos. Odwróciłam się. Nie zauważyłam nic podejrzanego. Kiedy szłam po tym długim czerwonym dywanie, potknęłam się o coś. Spojrzałam, co mogło być przyczyną upadku. Nóż. Za sobą zauważyłam jednak coś jeszcze. Ducha. Nie bardzo wiedziałam, jak duch mógł wziąć ostrze do "ręki"...
-Ale skąd wiedziałaś, że to on podrzucił ten nóż?-przerwał mi Ben.
-Zakrwawiony duch unosi się za tobą i uśmiecha się nieprzyjemnie, widząc, że się wywróciłeś.-mruknęłam. Chłopak wzruszył ramionami.-To dalej... Wycofałam się wolno, po chwili jednak postanowiłam wstać i trochę pobiec. Czary raczej na nic by mi się nie zdały. Zjawa nadal dotrzymywała mi kroku. Po jakimś czasie znowu się potknęłam, tym razem o głupią sznurówkę. Wiedziałam, że dalsza ucieczka nie ma sensu, więc po prostu skuliłam się na podłodze i czekałam. Nic się jednak nie stało. Odważyłam się usiąść. Duch rozsypał się w drobny...
-Duch się rozsypał?-zapytał Ben.
-Możesz mi nie przerywać?!-warknęłam.-Tak, rozsypał się.
-Ale...-zaczął. Kopnęłam go w kostkę.-Au!
-No więc rozsypał się w drobny pył. Wstałam i poszłam dalej przez korytarz wciąż nie wiedząc co właściwie zaszło. Po chwili dotarłam do końca korytarza...-przerwał mi odgłos kroków. Do skrzydła szpitalnego weszła profesor McGonagall.
-Mogę z tobą porozmawiać Catherine?-powiedziała. Razem z Benem wstaliśmy i wyszliśmy z pomieszczenia.

<Cat?>

środa, 16 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Claire

Powoli ruszyłam w stronę zachodniego skrzydła. Mam nadzieję, że nie spotkam nikogo. Powoli skradałam się korytarzami, pogrążonej w mroku szkoły. Zbliżałam się do Łazienki Jęczącej Marty, kiedy powietrze przeciął wysoki krzyk. Zgadywałam, że to duch krukonki narzekał po nocach. Czasami, kiedy miałam czas, lubiłam z nią przesiadywać. Było to trochę dziwne, ale współczułam jej.
- Marta ? - spytałam, wchodząc do środka. Łazienka była jeszcze bardziej przerażająca o zmierzchu. Aż ciarki przeszły mi po plecach. Odpowiedziała mi cisza. Nie było jej tutaj. Nigdy stąd nie wychodziła. Nagle usłyszałam szept. Jeden, cichy głosik. Po chwili dołączyło do niego więcej głosów. Coś mówiły. Nie wiem co. Stawały się coraz głośniejsze. W końcu zaczęły sie przez siebie przekrzykiwać. Przyklękłam, zasłaniając uszy, jednak nic to nie dało. Nie wiem, czy krzyczałam. W pewnym momencie ktoś szybkim ruchem podniósł mnie z ziemi. Ujrzałam brzydką jak grzech twarz Filcha.
- Kogo my tu mamy ? - spytał skrzeczącym głosem, świecąc mi w twarz latarnią. Oddychałam płytko i czułam, że zaraz zemdleję.
- Ja... - zaczęłam, ale nie dokończyłam. Ziemia osunęła mi się spod nóg. Upadłam na mokrą posadzkę nieprzytomna.
Kiedy się obudziłam, pierwsze co usłyszałam to głosy. Ponownie straszliwe szepty. Jednak tym razem pozostawały one ciche. Czyjś głos przebił się przez nie.
- Chyba się budzi - powiedział ktoś nade mną. Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Bena. Pisnęłam, odruchowo dając mu w twarz. Przyłożył dłoń do policzka, cofając się.
- Nic jej nie jest - stwierdził znajomy głos.
- Simon ? - spytałam, rozglądając się dookoła. Nigdzie jednak go nie widziałam.
- Jesteśmy tu tylko my - Claire chwyciła mnie za rękę.
- Co się stało ? Nic nie pamiętam.
<Claire? Opowiedz też coś o waszych poszukiwaniach>

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Od Veroniki CD Ben, Cat

-Ciekawe.-mruknęłam. Rozeszłyśmy się. Poszłam do dormitorium. Usiadłam na łóżku. Przebrałam się szybko i zasnęłam.
***
Obudziło mnie ciche stukanie w szybę. Otworzyłam oczy. Było nadal ciemno. Podeszłam do okna. Szyba zaparowała. Ktoś zaczął coś po niej pisać. Przeczytałam. "Pomocy". Bliżej przyjrzałam się obrazowi za szybą. Nikogo tam nie było. Pomyślałam, że być może to tylko mi się śni. Wróciłam do łóżka. Po chwili ciche stukanie się powtórzyło. Wstałam. Nałożyłam na siebie bluzę i buty. Wyszłam z dormitorium. Zaczęłam się przechadzać po korytarzach. Idealną ciszę zmącił kolejny stukot. Na każdym oknie widniał ten sam napis: "Pomocy". Usiadłam na podłodze pod ścianą. Zamknęłam oczy. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Usłyszałam czyjeś kroki. Szybko wstałam i ukryłam się za filarem.
-Ktoś tu jest?-usłyszałam znajomy szept. Wyjrzałam z kryjówki. W ostrym świetle różdżki zauważyłam twarz Claire. Wyszłam z ukrycia.
-Lumos.-mruknęłam pod nosem. Z mojej różdżki wytrysnął strumień jasnego światła.-Co tutaj robisz?
-Mogłabym się ciebie spytać o to samo.
-Dobrze... Usłyszałam jakiś stukot i na szybie ktoś napisał "Pomocy".-powiedziałam.
-Dziwne. Ja też.-dziewczyna odwróciła szybko głowę. Za nią pojawiły się dwie postacie.
-Wy też?-powiedziała Cat.
-Tak. Niech zgadnę. Wy też zobaczyliście napis na szybie?-zapytała Claire.
-Tak.-odpowiedział... chyba Ben.
-Świetnie. To co robimy?
-Trzeba by było to zbadać, nie podoba mi się to...-mruknęłam.
-Chyba mam pomysł...-Claire podeszła do szyby. Napisała na niej coś. Przybliżyliśmy się. Napisała: "Kim jesteś?". Po chwili napis znikł. Na jego miejscu zauważyliśmy nowy. "Przekonacie się".
-O co tu chodzi?-zapytał Ben.
-Nie mam pojęcia.-dziewczyna znowu zajęła się pisaniem na szybie. "Gdzie cię szukać?".
-Chyba nie chcesz go szukać?!-zdziwiła się Cat.
-I tak pewnie nie da nam zasnąć.-Claire wzruszyła ramionami. Po chwili pojawił się napis: "Jest kilka miejsc...".
-Świetnie.-wywróciłam oczami.
-Może się rozdzielimy?-rzucił Ben.
-Czemu nie...-powiedziałam.-Cat niech pójdzie do zachodniego skrzydła, Claire do wschodniego, Ben przeszuka środkową część, a ja wybiorę się do Zakazanego Lasu.
-Chyba żartujesz...-Claire prawie krzyknęła.
-Wy jeszcze komuś się przydacie...-szepnęłam, miejąc nadzieję, że nikt tego nie słyszał. Rozeszliśmy się w swoje strony.

<Ben, Cat?>

czwartek, 10 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Veronica

- Jak ty to robisz ? - spytałam
- Ale co ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Veronica
- No... Jakim cudem zwierzęta się ciebie słuchają ? Flami ma charakterek - poczułam, że kąciki moich ust unoszą się mimowolnie do góry.
- Jakoś tak samo wychodzi - dziewczyna odwróciła wzrok. Kiwnęłam głową.
- Jeszcze raz dzięki - powoli zapadał zmierzch. Na niebie pojawiały sie pierwsze gwiazdy.
- Mogę ci zadać jedno pytanie ? - spytała dziewczyna niepewnie.
- Jasne - wzruszyłam ramionami. Byłyśmy już na dziedzińcu szkoły. Przystanęłam, wpatrując się w pomarańczowo-różowe niebo. Zawiał lekki wiatr, bawiąc się moimi włosami. Odgarnęłam je z twarzy, zakładając za ucho.
- Czemu akurat Flami ?
- Czemu ona ? - zastanowiłam się na chwilę - Ciężko mi powiedzieć. Kiedy weszłam do sklepu z sowami, sprzedawca pokazywał mi różne sowy. Jednak ta jedna tak na mnie patrzyła. Wiedziałam, że czeka na mnie. Babcia ostrzegła mnie, że ma charakterek. Przez pierwsze tygodnie była tak agresywna, że codziennie chodziłam z bandażami na rękach. - podwinęłam rękaw, pokazując małe, wyblakłe już blizny -  Spędzałam z nią każdy dzień. Przypatrywałam się jej. Próbowałam dotykać. Jednak bez większych postępów. Rodzice powiedzieli, że trzeba ją uśpić. Nie pozwalałam na to. Nie przesypiałam nocy, byleby ją trochę oswoić. W końcu wyszła z klatki i podeszła do mnie. Zaczęłyśmy się tolerować. Ja nie będę jej denerwować ani nigdy jej nie opuszczę a ona nie będzie mnie dziobać. - wzruszyłam ramionami - Tak to było.
<Veronica?>

środa, 9 kwietnia 2014

Od Veroniki CD Cat

O umówionej godzinie przyszłam do sowiarni. Cat jeszcze nie przyszła. Postanowiłam przeznaczyć tą chwilę na uważniejsze przyjrzenie się Flami. Usiadłam na parapecie wielkiego okna. Spojrzałam na płomykówkę. Ona utkwiła we mnie wzrok. Przez jakiś czas patrzyłyśmy tak, próbując zrozumieć siebie nawzajem. Po chwili w drzwiach pojawiła się Cat.
-Cześć. Przepraszam za spóźnienie, Snape mnie na chwilę zatrzymał.-zaczęła się tłumaczyć.
-Nic nie szkodzi. Mam dość dużo czasu.-powiedziałam.
-To od czego zaczynamy?-zapytała dziewczyna. Gwizdnęłam cicho. Claw przyleciał i usiadł mi na ramieniu.
-Może od tego.-podrapałam puchacza po szyi. Lekko zmrużył oczy.-Spróbuj zagwizdać.
-Jak?
-Tak jak potrafisz.-Cat gwizdnęła. Flami przestąpiła z nogi na nogę.-Spróbuj ciszej i spokojniej.
-Spokojniej?-dziewczyna lekko przechyliła głowę. Zagwizdała znowu. Tym razem lepiej, ponieważ płomykówka przeleciała kawałek, a potem usiadła na belce pod sufitem.
-Spróbuj jeszcze raz.
-Spoko...-gwizdnęła. Flami zleciała z belki i usiadła Cat na ramieniu.
-Właśnie tak. Sowa rozpoznaje twój głos i dlatego przylatuje.-wyjaśniłam.
-Co dalej?
-Podrap ją po szyi.
-Czemu?
-Oswoi się z twoim dotykiem i będzie to kojarzyć z czymś przyjemnym.-powiedziałam. Cat posłusznie podrapała Flami po szyi. Sowa lekko zmrużyła oczy.
-Nieźle. Czy to znaczy, że nie będzie mnie dziobać?-dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
-Nie do końca.-mruknęłam.-Nie będzie ci próbowała nic zrobić, jeśli ją dotkniesz.
-To co mam zrobić, jeśli chcę odebrać od niej list?
-To.-podałam Claw'owi pustą kopertę. Podleciał do Cat.-Wolno przybliż do niego rękę. Nie wykonuj gwałtownych ruchów.
-Ale twój jest oswojony...-powiedziała dziewczyna.
-Tak się składa że nie lubi obcych. Znaczy się, każdego oprócz mnie.-poczułam że kąciki ust lekko unoszą mi się do góry. Cat zaczęła wyciągać w jego stronę dłoń. Kilka razy próbowała robić to za szybko, i w rezultacie Claw prawie by ją dziobnął. W końcu udało jej się odebrać kopertę.
-Dobrze. Teraz Flami.-podeszłam do płomykówki siedzącej cały czas na ramieniu Cat. Wolno wyciągnęłam rękę w stronę ptaka i dotknęłam jego piór.
~Czego chcesz?~usłyszałam w głowie.
-Pomóc wam. Chodź.-odpowiedziałam w myślach. Flami przeskoczyła na moje ramię. Wetknęłam jej kopertę do dzioba. Cat wolno wyciągnęła dłoń w jej stronę. Sówka kilka razy próbowała ją dziobnąć.
-Spokojnie. Obydwie.-mruknęłam. Za... Nie wiem którym podejściem, straciłam poczucie czasu... w końcu im się udało.
-Nie wiem jak ty to robisz, że cię słucha.-westchnęła dziewczyna.-Mam już dość.
-Przychodź tu codziennie i próbuj, dopóki całkowicie ci nie zaufa. Potem wypróbujemy inne ćwiczenia.-Cat skinęła głową. Zeszłyśmy razem po schodach.

<Cat?>

wtorek, 8 kwietnia 2014

Od Cat Cd. Veronica, Claire

Claire lekko się skrzywiła.
- Całkiem dobrze - mruknęła w odpowiedzi i odeszła. Spojrzałam pytająco na Simona. Wzruszył tylko ramionami.
- Chodź już - westchnęłam, wchodząc do Wielkiej Sali. Usiadłam przy stole krukonów.
- Jak życie ? - spytała Lucy, siadając koło nas.
- Nic nie mów - zaczęłam grzebać widelcem w jedzeniu.
- A jej co sie stało ? - spytał jakiś chłopak, siadając naprzeciwko mnie. Chyba miał na imię Max czy jakoś tak.
- Nic mi nie jest - odpowiedziałam. Do Sali wleciały sowy. Nawet nie szukałam swojej płomykówki. I tak jej nie znajdę.
- Cat ! - uniosłam głowę, idealnie by zobaczyć szpony Flami wyciągnięte w moją stronę. 
- Jezu ! - krzyknęłam, uchylając sie przed nimi.. Sowa przysiadła przed moim talerzem, patrząc na mnie swoimi dużymi oczami. W dziobie trzymała kremową kopertę z moim imieniem. To było wyzwanie. Ostrożnie wyciągnęłam rękę w jej stronę. Zmierzyła mnie wzrokiem "Jeśli posuniesz tą rękę jeszcze o kawałek, skończysz bez palców." Bez ryzyka nie ma zabawy. Szybkim ruchem wyrwałam kopertę. Pisk rozniósł się echem po całej Sali. Zerwałam się z miejsca i osłaniając głowę, wybiegłam na korytarz. Wściekła sowa leciała za mną.
- Flami!!! - zawołałam. Zwierzę przysiadło na parapecie, obserwując mnie uważnie - Wracaj do siebie. Obiecuję, że do ciebie przyjdę - uśmiechnęłam się. Sowa spojrzała na mnie podejrzliwie i odleciała. Schowałam list do kieszeni i wróciłam do Wielkiej Sali. Przed drzwiami czekała na mnie Veronica. Na jej ramieniu siedział uroczy puchacz.
- Pomóc ci z twoją sową ? - spytała.
- Nie wiem czy coś da się z nią zrobić - potarłam rany na rękach.
- Spotkamy się po lekcjach w sowiarni ? - zaproponowała.
- Dobrze. I dzięki - uśmiechnęłam się - Do zobaczenia - pomachałam jej, idąc na lekcje.
<Veronica ? Jak nasza lekcja w sowiarni? Claire? Bardzo się ośmieszyłam?>

niedziela, 6 kwietnia 2014

Od Claire CD Cat

Ben wyszedł. Zostawił mnie samą z Richard'em. Super. Gdybym wiedziała co powiedzieć, może nawet nie byłoby tak źle. Nie mogłam znieść tej ciszy, a nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Po chwili wszedł Lucas.
-Powinieneś już iść.-mruknął do drugiego chłopaka. Wywrócił oczami i wyszedł.
-Dzięki.-westchnęłam i usiadłam opierając się o ścianę.
-A co?
-Nie umiem się przy nim odezwać.-spuściłam wzrok na dłonie. Jedna z nich była zabandażowana.
-Wiesz w ogóle dlaczego to zrobił?-zapytał Lucas.
-Nie.-mruknęłam.-A w ogóle to... po co pytasz?
-No cóż, mam dylemat.-mój brat zaczął kręcić młynka palcami.-No bo niby uratował ci życie, i ja powinienem być mu wdzięczny, ale nie wiem, w jakiej to było intencji.
-Myślisz, że się we mnie zakochał, czy co?-parsknęłam. Lucas spojrzał na mnie znacząco.-Nie...
-No wiesz, jako brat powinienem nie lubić chłopaka mojej siostry. Obowiązek.
-Przestań.-pokręciłam głową. Lucas uśmiechnął się szyderczo. Poklepał mnie po ramieniu i wyszedł. Po chwili przyszła pani Pomfrey.
-Jak się czujesz?-zapytała.
-W miarę. Boli mnie trochę ręka.-odpowiedziałam.
-Nic dziwnego, jest złamana. Z nogą na szczęście nie jest źle, jest tylko posiniaczona.-pielęgniarka podała mi jakieś lekarstwo. Wypiłam je lekko się krzywiąc.-Jutro będziesz mogła iść, ale odpuść sobie lekcje.
-Dobrze...-położyłam się i zasnęłam.
***
Kiedy się obudziłam, moje ubrania leżały na szafce obok łóżka. Szybko się przebrałam i popędziłam do Wielkiej Sali. Po drodze spotkałam Cat z jakimś rudym chłopakiem.
-Cześć. Jezu, jak się czujesz?-dziewczyna wpatrzyła się w moją rękę.

<Cat?>

Od Bena Cd. Lucas, Claire

Zaśmiałem się cicho.
- Ale za to wygraliśmy - odpowiedziałem, siadając na łóżku obok. Było tutaj tak sterylnie czysto i biało, że bałem się czegokolwiek dotknąć.
- Złapałeś znicz ? - spytała, podnosząc się na łokciach.
- Prawie go połknął - powiedział ktoś przy drzwiach. Oboje podnieśliśmy wzrok. Stał tam ten gryfon, który uratował Claire życie. Chłopak opierał się o framugę drzwi. Miodowoblond włosy opadały mu lekko na czoło. Patrzył uważnie niebieskimi oczami na Claire.
- Taaa... - odwróciłem wzrok. Chłopak podszedł do nas szybkim krokiem.
- Jak się czujesz ?
- Całkiem dobrze - odpowiedziała dziewczyna, prawie niezdolna by cokolwiek powiedzieć.
- Chyba powinienem się przedstawić. Richard White. - uśmiechnął się, pokazując białe zęby.
- Claire Wright. Dzięki za ratunek. - odpowiedziała, lekko się rumieniąc. Zerknąłem na zegarek. Dochodziła czwarta.
- Muszę już iść. Inaczej Snape mnie zabije - mrugnąłem do dziewczyny i kiwnąłem głową Richardowi - Do zobaczenia później - wybiegłem z skrzydła szpitalnego. Gdziekolwiek nie szedłem, słyszałem rozmowy o meczu Quidditcha. Po drodze na moje nieszczęście spotkałem Lucasa. 
- Jak się czuje ? - spytał.
- Całkiem dobrze - odpowiedziałem krótko, próbując go wyminąć. 
- Gdzie teraz jest ? - spytał chłopak, chwytając mnie za tył szaty. 
- W skrzydle szpitalnym - wyrwałem się mu, biegnąc w stronę piwnic. 
<Lucas? Claire?>

sobota, 5 kwietnia 2014

Od Claire CD Ben

Obudziłam się wcześnie rano. Nadal myślałam o meczu. Byłam zdenerwowana, ale też podekscytowana, jak przy każdym pierwszym meczu w roku. Przebrałam się i poszłam na śniadanie. Zjadłam w pośpiechu, po czym przetrwałam lekcje. Po ostatniej lekcji wpadłam na Bena.
-Nareszcie.-mruknęłam i razem poszliśmy do szatni. Przebraliśmy się w zielono-srebrne stroje i wznieśliśmy się w powietrze na miotłach.
-Zaczynamy!-powiedziała spikerka, po czym zaczęliśmy grać. Wzleciałam w górę. Zawsze tak robiłam, o miałam stąd dobry widok na przebieg gry, a w razie potrzeby mogłam szybko zapikować przed obręcze, które miałam za zadanie bronić. Poza tym, tłuczek nigdy nie wlatywał na tą wysokość, więc nie było zbytniego problemu z obrażeniami. Nagle kafla przejęli Gryfoni, i powoli zaczęli się zbliżać do obręczy. Zapikowałam, w ostatniej chwili odbijając "piłkę" ręką. Ponownie wzleciałam do góry. Kilka razy powtórzyłam wszystkie czynności. Nagle poczułam przeszywający ból w nodze. Potem w ręce. Ze zdziwienia nie mogłam się już utrzymać na miotle i spadłam. Nie byłam pewna, co się stało. Cofam wszystko co powiedziałam o tym cholernym tłuczku. Czekałam aż boleśnie spadnę na ziemię, ale nic takiego się nie stało. Poczułam tylko, że ktoś delikatnie sadza mnie na miotle. Byłam pewna, że to ktoś ze Ślizgonów. Chciałam zacząć na niego krzyczeć, że niepotrzebnie osłabia drużynę, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Otworzyłam oczy, żeby chociaż na niego spojrzeć, ale zamiast spodziewanego zielono-srebrnego, zauważyłam kawałek czerwono-złotego materiału. Zdziwienie odebrało mi resztki świadomości.
***
Obudziłam się w szpitalnym łóżku. Usłyszałam bolesny jęk. Po pewnym czasie zorientowałam się że to mój głos. Zamrugałam oczami. Zobaczyłam nad sobą twarz Bena.
-Wszystko w porządku?-zapytał.
-Chyba tak. Tylko boli mnie trochę ręka.-powiedziałam.-Co się stało?
-Pamiętasz tego chłopaka, który się na ciebie patrzył?-skinęłam głową.-Właśnie uratował ci życie.
-Eee...-nie byłam w stanie wydusić więcej.

<Ben?>

Od Veroniki CD Claire

-Bo... Ja mam 15 lat.-odpowiedziałam.
-O matko. To gdzie ja jestem?-zapytał chłopak.
-Zaraz będzie lekcja transmutacji.-mruknęłam. W tym samym czasie weszła profesor McGonagall.
-Panie Blacwell, nie pomyliły się panu czasem sale?-powiedziała.
-Chyba tak...-Ben wybiegł z sali. Pani profesor tylko pokręciła głową, po czym zaczęła lekcję. Kiedy się skończyła, zeszłam do piwnicy i poszłam w stronę sali do eliksirów. Wszyscy zajęli swoje miejsca.
-Otwórzcie podręczniki na stronie 163.-powiedział profesor Snape. Zabrałam się do roboty. Zaczęłam kroić, zgniatać i mieszać różne składniki. Profesor co jakiś czas chodził po sali i sprawdzał jak nam idzie.
-Możecie iść.-powiedział na koniec. Wszyscy zerwali się z miejsc i pobiegli do Wielkiej Sali. Usiadłam przy stoliku. Podali kolację. Zjadłam swoją porcję, po czym pomaszerowałam do dormitorium. Nagle po drodze natknęłam się na Claire. Patrzyła na jakąś gablotkę. Przyjrzałam się jej bliżej. Tkwiły tam różne puchary. Domyśliłam się, że chodzi o Quidditcha.
-Cześć.-powiedziałam.
-O, cześć.-odpowiedziała mi dziewczyna.-Denerwuję się. Coraz wcześniej te mecze, mieliśmy tylko 2 treningi, a w dodatku pierwszy mecz rozgrywamy z Gryffindorem.
-Nie masz się czego bać. Jesteś dobra, reszta twojej drużyny też, dacie sobie radę.
-Gryffindor też jest dobry.-westchnęła Claire.-Ale... dziękuję, że chciałaś mi pomóc.
-Nie ma sprawy.-skończyłyśmy rozmowę i poszłyśmy do swoich dormitoriów. Przebrałam się i położyłam spać.

<Claire?>

środa, 2 kwietnia 2014

Od Bena Cd. Veronica

- Dzięki Bogu już koniec - mruknąłem,  zdejmując słuchawki ochronne - Nienawidzę tego zielonego paskudztwa.
- Dla ciebie specjanie zrobimy to jeszcze na następnej lekcji - odpowiedziała Pani Sprout zza moich pleców.
- Oczywiście Pani Profesor - uśmiechnąłem się wychodząc. Claire próbowała zdusić śmiech.
- Co teraz masz ? - spytałem, próbując nadążyć za dziewczyną.
- Obronę przed czarną magią - odpowiedziała.
- To do zobaczenia później. Ja spadam na Uroki - mrugnąłem do niej, odchodząc w stronę sali na drugim piętrze.Wbiegłem szybko po schodach, licząc na to, że nie zrobią mi psikusa. Przeliczyłem się. Na ostatnim kroku, zaczęły się przesuwać. Czeka mnie droga dookoła. Byle by się nie spóźnić. Szybko przebiegłem dystans dzielący mnie do sali Uroków. Cholera, cholera, cholera... Uff... Zdążyłem. Usiadłem w ławce przy oknie, otwierając podręcznik by przypomnieć sobie parę rzeczy. Kątem oka, zauważyłem, że ktoś kieruje się w moją stronę. Obok mnie usiadła jakaś dziewczyna z Hufflepuff'u. Miała białe włosy i ogólnie cała była blada. Podkreślała to jeszcze czarna szata uczniowska z żółtą tasiemką.
- Hej - rzuciłem. Wyglądała na młodszą niż 17 lat. Dałbym jej może 15.
- Hej - odpowiedziała.
- Co tutaj tak dokładniej robisz ? - spytałem, nadal na nią nie patrząc - Nie wyglądasz mi na 17 lat.
<Veronica?>

wtorek, 1 kwietnia 2014

Od Claire CD Ben

-Wszystko w porządku?-wylądowałam obok Bena.
-Chyba tak.-odpowiedział.
-Dobra, na dzisiaj koniec.-powiedział Lucas.-Jutro ostatni trening przed meczem z Gryfonami.
-Ostatni?-zapytałam zdziwiona.-Coraz wcześniej te mecze.
-Nie moja wina.-mój brat wzruszył ramionami. Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Pomogłam Benowi wstać. Poszliśmy do sali obrony przed czarną magią. Zaczęła się lekcja. Było dość nudno, bo pierwsza godzina zwykle jest zapoznawcza. W końcu lekcja się skończyła. Zbiegłam po schodach. Reszta godzin jakoś przeszła. Poszłam do Wielkiej Sali i usiadłam przy stoliku obok Bena. Podali kolację.
-Widzisz?-Ben trącił mnie łokciem.
-Co?-zapytałam zdezorientowana.
-Jeden z Gryfonów ciągle patrzy w twoją stronę.
-Kto? Gdzie?-Ben skinął głową w stronę jakiegoś chłopaka. Nie patrzył na mnie. Widocznie musiał się odwrócić, kiedy go szukałam.
-Wydaje mi się, że go kojarzę.-mruknął Ben.
-Bo ja wiem...-wzruszyłam ramionami. Spojrzałam jeszcze raz w stronę stolika Gryfonów. Przez resztę kolacji chłopak w ogóle nie patrzył w moją stronę. Nie wiedziałam o co mu mogło chodzić. Po posiłku poszłam do dormitorium. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się w środku nocy. Znów męczył mnie ten sam sen. Westchnęłam cicho. Spróbowałam wyrzucić wspomnienie z głowy. Zamknęłam oczy i znów zapadłam w sen.
***
Otworzyłam oczy. Było jasno, więc tym razem spałam spokojnie. Wstałam i włożyłam ubranie. Poszłam do Wielkiej Sali. Zaczęło się właśnie śniadanie. Usiadłam przy stole i leniwie nałożyłam jedzenie na talerz. Kiedy zjadłam, udałam się do zielarni.
-Witajcie uczniowie.-powiedziała profesor Sprout.-Dzisiaj będziemy przesadzać mandragory...
-Znowu...?-mruknęłam.
-Tsa.-mruknął Ben.-Czy ona po prostu nas nie chce wykorzystać?
-Być może, panie Blacwell.-powiedziała pani Sprout.-Chyba wiecie co robić.
-Tak.-wykrzyknęliśmy wszyscy chórem. Założyliśmy nauszniki i docisnęliśmy klapki. Zabraliśmy się do przesadzania mandragor. W końcu lekcja się skończyła i wrzaski tego paskudztwa ucichły.

<Ben?>

Od Bena Cd. Claire

Razem z Claire ruszyliśmy truchtem do boiska do Quidditcha.
- Jak pierwszy dzień w szkole ? - spytałem, by przerwać trwającą do paru minut ciszę.
- Może być - odpowiedziała. W końcu byliśmy na miejscu. Wbiegliśmy do środka. Oczywiście wszyscy już tam byli.
- W końcu łaskawie się pojawiliście - powiedział Lucas - Już myśleliśmy...
- Zamknij się - rzuciła tylko Claire.
- Zaczynamy, czy będziecie się kłócić ? - spytałem się rodzeństwa - Bo jak tak, to mam lepsze rzeczy do roboty.
- Dzielimy się na dwie drużyny - zaczął Lucas - I gramy - szybko chwycił miotłę, wzlatując w powietrze. Każdy z nas zrobił podobnie. Na dole zostałem tylko ja.
- Czy ktoś przyniósł skrzynię ? - spytałem, rozglądając się dookoła.
- Leży gdzieś tam - machnęła ręką jakaś ślizgonka. Jestem w tej szkole 6. rok i jeszcze nie do końca kojarzę imiona. W końcu znalazłem starą skrzynię z srebrnymi okuciami. Otworzyłem ją, wypuszczając tłuczki. Chwyciłem kafel i delikatnie wyjąłem złoty znicz. Rozłożył delikatne złote skrzydła, wzbijając się w powietrze. Wyszedłem znowu na środek, podrzucając kafel. Zaczęła się gra. Szybko wzleciałem, po drodze szukając znicza. Drugim szukającym był Alex jakiśtam. W każdym bądź razie trzecioklasista. To jego pierwszy trening. Kiedy tyko dostrzegłem złoty błysk, zanurkowałem w dół. Goniłem znicz, jednak w pewnym momencie nie zauważyłem tłuczka zbliżającego się w moją stronę. Zamiast jednak uderzyć we mnie, skierował się na Alex'a. Nie myślałem długo. Szybko skoczyłem, powalając lecącego za mną chłopaka na ziemię. Lecieliśmy jakieś dwa metry nad nią, więc upadek nie był zbyt miły. Przeturlałem się parę razy, nadal trzymając chłopaka.  Tłuczek jednak zawrócił w naszą stronę.
- impedimenta ! - krzyknąłem, wyciągając różdżkę i celując w tłuczek. Przez chwilę zawisł w powietrzu, jakby się namyślał. Rzuciłem się na niego, przytrzymując go na ziemi. Ktoś podbiegł do mnie z skrzynią. Szybko wrzuciłem tłuczek do środka i zamknąłem.
- Dzięki - usiadłem na ziemi, masując obolałe ręce.
<Claire?>

Od Lucasa

-Simon, powiedz mi, od kiedy to trzymasz ze szlamami?-zapytałem.
-Zamknij się.-twarz mu tak poczerwieniała, że trudno było ją odróżnić od włosów.
-Skąd go znasz?-zapytała Cat. Nie bardzo wiedziałem do kogo to powiedziała, więc milczeliśmy oboje. W końcu Simon się odwrócił i poszedł w drugą stronę. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Lucas...-zaczął Phil, wielki chłopak z małym mózgiem. Żeby przekonać się o jego głupocie, trzeba go porównać z butem, który jest od niego co najmniej 5 razy mądrzejszy.-...kto jest tą szlamą?
-Boże, idioto. Domyśl się.
-Ale ja nie umiem.
-Z kim ja żyję...-mruknąłem i poszedłem w stronę wyjścia z Sali. Kiedy przechodziłem obok schodów, ktoś na mnie wpadł. No i rozgrywało się to tak samo jak wszystkie inne takie przypadki. Zaczynało się od "Jak leziesz baranie", a kończyło na tym, że albo ktoś sam uciekł, albo Claire się jakoś pojawiła, nie wiadomo skąd i kiedy. Tym razem był to ten drugi przypadek. Zaczęliśmy się trochę kłócić, a potem moja siostra jak gdyby nigdy nic, po prostu gdzieś szła, tym razem z jakąś dziewczyną, może 15-latką z Hufflepuff'u. Odpuściłem i poszedłem do dormitorium. Usiadłem na kanapie obitej czarną skórą.
-Lucas, dzisiaj mamy trening?-zapytał mnie Colin, 16-latek z czarnymi włosami.
-Poczekaj...-wyjąłem z kieszeni kartkę, na której zapisywałem terminy treningów Quidditcha.-Tak. Dzięki, że przypomniałeś.
-Spoko.-odpowiedział chłopak. Wyszliśmy z dormitorium. Po drodze na plac wzięliśmy miotły z szatni. Byli tam już wszyscy z drużyny oprócz Claire i Bena.
-Poczekamy na nich?-zapytał Colin.
-Jak nie przyjdą w ciągu 2 minut, zaczniemy bez nich.-odpowiedziałem.-W tym czasie możecie się trochę rozgrzać.

poniedziałek, 31 marca 2014

Od Cat Cd. Lucas

- Claire - przedstawiła się dziewczyna, odwzajemniając uścisk. Uśmiechnęłam się.
- Idziemy ? - spytałam. Dziewczyna kiwnęła głową. Ze spokojem weszłyśmy do sali Eliksirów. Snape'a jeszcze nie było.
- Kicia przyszła - przywitał się z krzywym uśmiechem jakiś ślizgon.
- Spadaj - mruknęłam, szukając wolnego miejsca w jakimś strategicznym miejscu.
- I jeszcze dostała pazurków - zaśmiał się chłopak. Nie wytrzymałam. Szybkim ruchem zdzieliłam go podręcznikiem w ten pusty, zakuty łeb. Poczułam czyjąś chłodną rękę na karku.
- Co to ma być za bicie ? - spytał równie zimny, bez emocjonalny ton. Severus Snape. Lub jak kto woli - Emo - Napiszesz na jutro wypracowanie na temat... - Przerwało mu czyjeś głośne wejście. Stanął w nich jakiś chłopak. Blond włosy stały na wszystkie strony.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział, kierując wzrok na Snape'a.
- Benjamin prawda ? - spytał chłodnym tonem. Chłopak tylko kiwnął głową. Wydawał się starszy niż 16 lat.
- Siadać wszyscy - rozkazał tylko nauczyciel, wracając do biurka. Przysiadłam przy jednym ze stołów. Sama. Simon zaczynał lekcje po śniadaniu. Lekcja minęła tak jak zwykle. W pośpiechu wybiegłam z sali i skierowałam się w stronę Wielkiej Sali. Usiadłam razem z resztą krukonów.
- Jak tak ? - przywitała się Lucy, siadając koło mnie.
- Nawet nie tak źle - skinęłam głową. Resztę śniadania, przesiedziałyśmy prawie w ciszy, zamieniając tylko parę słów. Marcus siedział z jakimiś innymi chłopakami a Simon razem z siostrą. Wyglądał komicznie. Olbrzym między młodszymi dziećmi. Mam nadzieję, że to nie potrwa długo. Kiedy skończyłam, umówiłam się jeszcze z Lucy i podeszłam do chłopaka.
- Cześć Simon - uśmiechnęłam się. Zdziwiony uniósł wzrok.
- Hejka - odpowiedział.
- Idziesz na transmutację ? - spytałam - Czy mam na ciebie jeszcze poczekać ?
- Już idę - wstał z ławki, zahaczając o coś szatą. Rozległ się dźwięk rozrywanego materiału - Nosz kurdę. - Zaśmiałam się cicho.
- Zdarza się. Chodź już - chwyciłam go za nadgarstek, wyprowadzając z sali.
- Kiciuś idzie - zaśmiał się ktoś.
- Spadaj Lucas - warknął Simon, mocniej chwytając mnie za rękę.
- Zamknij się rudzielcu - odwarknął mu tamten.
- Głuchy jesteś ? - spytałam - Spadaj zanim się wkurzę.
<Lucas?>

niedziela, 30 marca 2014

Od Veroniki CD Ben

Po kolacji poszłam od razu spać.
Obudziły mnie poranne promienie słońca sączące się przez zasłony. Lekcje zaczynałam po śniadaniu, więc miałam trochę czasu dla siebie. Ubrałam się i poszłam w stronę dziedzińca. Usiadłam na ławce. Wystawiłam twarz do słońca. Posiedziałam przez jakiś czas w ciszy. W końcu postanowiłam wejść do środka. Była akurat pora śniadania, więc poszłam do Wielkiej Sali. Usiadłam przy stole Hufflepuff'u. Przez jakiś czas wszyscy jedli w ciszy. Potem przyszła pora na lekcję obrony przed czarną magią. Co roku nauczyciel się jednak zmieniał, więc nie miałam pojęcia, na kogo dziś trafię. Weszłam do sali.
-Siadajcie.-odezwał się Alastor Moody, który najwidoczniej w tym roku będzie naszym nauczycielem. Zaczął prowadzić lekcję. Straciłam poczucie czasu, wpatrując się w widok za oknem. Lekcja dobiegła końca. Wszyscy zbiegli po schodach. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka. Miał brązowe włosy. Na szacie zauważyłam emblemat z wężem.
-Uważaj jak leziesz.-warknął. Oparłam się o ścianę. Chłopak uśmiechnął się nieprzyjemnie.
-Odwal się od niej Lucas.-usłyszałam za jego plecami. Ktoś go ode mnie odsunął. Claire.
-Od kiedy się za nimi wstawiasz?-prychnął Lucas.
-Nie powinno cię to interesować. A teraz spadaj.-dziewczyna machnęła ręką w jego stronę. Chłopak wywrócił oczami i sobie poszedł.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie ma sprawy.-odpowiedziała Claire. Poszłyśmy korytarzem. Wpadłyśmy na kogoś.
-Cześć.-przywitał nas chłopak, którego jasne włosy sterczały na wszystkie strony.
-Cześć Ben.-przywitała się Claire.
-Chciałem ci powiedzieć, że za chwilę mamy trening Quidditcha.
-Dobra. Chodźmy.-odeszli razem. Claire jeszcze przez chwilę pomachała mi ręką. Odmachałam i ruszyłam do zielarni.

<Ben?>

Od Cat

- Pa babciu - pożegnałam się z starszą kobietą, niższą ode mnie prawie o głowę. Mój odjazd wyglądał prawie tak jak co roku. Żegnałam się z babcią, po czym wjeżdżałam w ścianę. Tak. Dobrze przeczytaliście. W ścianę. W ten sposób przeniosę się na magiczny peron 9 3/4.
- Idź już, bo się spóźnisz - poganiała mnie z uśmiechem. Kiwnęłam jeszcze głową młodszemu rodzeństwu i zaczęłam biec w stronę ściany, między peronami 9 a 10. Zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, byłam w innym miejscu. Na szynach stała stara lokomotywa, z której buchały kłęby białego dymu. Tak zaczynał się mój piąty rok w Hogwarcie. Wszędzie było pełno ludzi. Ponad tłumem próbowałam znaleźć moich przyjaciół. Gdzieś błysnęła mi ruda czupryna Simona. Szybko powkładałam swoje bagaże, zabierając ze sobą jedynie klatkę z Flami oraz różdżkę. Wsiadłam do pociągu, szukając tego samego przedziału co zwykle. W końcu znalazłam go a w nim Lucy. Poznałyśmy się dwa lata temu. Jest ode mnie o rok młodsza.
- Hej - przywitałam się z przyjaciółką.
- Hej ! - krzyknęła, przytulając mnie mocno. Sówka zaczęła wydzierać się na pół wagonu.
- Nasz kiciuś przyszedł - powiedział ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam znajomą twarz Marcusa, która nie zmieniła się ani trochę. Był ode mnie o rok starszy.
- Spadaj, albo wyślę na ciebie Flami - podniosłam klatkę z napuszoną ze złości płomykówka.
- Tylko mnie nie zabij - zaśmiał się, przeciskając się koło mnie. Zajął miejsce tuż przy drzwiach.
- Gdzie Simon ? - spytałam zdziwiona.
- Pewnie pomaga siostrze - odpowiedziała Lucy, przytrzymując swojego szczura.
- Czyli jednak ? - uśmiechnęłam się, zajmując miejsce przy oknie. Oparłam czoło o zimną szybę. To już piąty rok. Jak ten czas szybko mija. Nadal pamiętam, jak przyszłam tu po raz pierwszy, kompletnie sama. Kilka dni wcześniej przyszedł do mnie list. Nie mogłam uwierzyć, w to, co czytałam. Nadal gdzieś go mam. W końcu do przedziału wpadł jak zwykle rozradowany Simon.
- Cześć wszystkim - przywitał się,. siadając koło mnie - Jak minęły wakacje ?
- Następne pytanie - mruknęłam. Pociąg ruszył ze stacji. Zatroskani rodzice machali do swoich pociech. Tak zaczynał się kolejny mój rok nauki.
- Aż tak źle ? - spytała się Lucy, głaszcząc tą futrzastą bestię na rękach.
- Raczej denerwująco - odpowiedziałam - Przez całe dwa miesiące musiałam słuchać wyzwisk innych dzieciaków. - wzdrygnęłam się na to wspomnienie - Ale teraz już jestem tutaj.
- Okej - odpowiedział Marcus, rozsiadając się wygodniej. W trójkę zaczęli ze sobą rozmawiać. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w miarowy terkot kół.
- Coś z wózka, kochaneczki ? - spytała kobieta, otwierając drzwi do przedziału.
- Nie dziękujemy - odpowiedział za nas wszystkich Marcus. Kobieta poszła dalej.
- Przejdę się trochę - westchnęłam. Jednak, kiedy otworzyłam drzwi, wysypał się na mnie jakiś proszek. Zaczęłam kichać jak opętana. Usłyszałam czyjś śmiech na korytarzu. Nie zwracając uwagi na łzawiące oczy, pobiegłam w ich stronę. Z rozmachem otworzyłam drzwi przedziału, do którego weszli.
- Kto to zrobił ?! - zawołałam, mierząc każdego z nich groźnym wzrokiem. Sami Puchoni. Przetarłam twarz chusteczką higieniczną. Siedzieli to prawie sami pierwszoroczniacy. Patrzyli na mnie z strachem  - Słucham ?!
- Cat. Spokojnie - to był Simon - To tylko głupi żart. - Delikatnie wziął mnie z rękę i wyprowadził na korytarz.
- Dzięki - kichnęłam ponownie.
- Chodź - uśmiechnął się - Czeka nas długa droga - powiedział, ciągnąc mnie w stronę naszego przedziału.

Od Claire CD Cat

Głęboko westchnęłam. Chwyciłam mocniej wózek z wszystkimi pakunkami i ustawiłam się na wprost słupa pomiędzy peronem 9 i 10. Wjechałam w ścianę. Zresztą jak co roku, jednak nadal trochę się niepokoiłam, że po prostu w nią uderzę. Tym razem, jak zawsze, nic się nie stało, po prostu przez nią przejechałam. Teraz znajdowałam się na peronie 9 i 3/4. Podeszłam bliżej do wielkiej lokomotywy. Para uciekała przez czarny blaszany komin. Oddałam swoje bagaże jakiemuś chłopakowi, który włożył je do innego wagonu. Weszłam do innego i zaczęłam szukać wolnego przedziału. Znalazłam jeden, kompletnie pusty. Usiadłam na niebieskim siedzeniu. Pociąg ruszył ociężale. Potem trochę się rozpędził. Wyjrzałam za okno. Ujrzałam zielone pola i lasy, oświetlone popołudniowym słońcem. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam się.
-Czy mogę...?-zapytała cicho jakaś dziewczyna. Poznałam ją. To była blondynka z Hufflepuff'u. Znałyśmy się z widzenia, nic więcej.
-Tak. Siadaj.-odpowiedziałam uśmiechając się lekko. Dziewczyna usiadła i opatuliła się mocniej niebieskim wełnianym swetrem. Muszę przyznać, było dość chłodno. Po chwili podjechała do nas kobieta z wózkiem wypełnionym jedzeniem.
-Coś z wózka, kochaneczki?-zapytała miłym głosem. Zawsze mówiła to samo, przez 5 lat, odkąd co roku jadę tym pociągiem.
-Nie, dziękuję.-odpowiedziałam. Dziewczyna, która ze mną jechała pokręciła głową. Kobieta odeszła. Przez jakiś czas panowała okropna cisza.
-Jak masz na imię?-nie wytrzymałam i zapytałam blondynkę.
-Veronica.-odpowiedziała.
-Ładnie. A ja...
-Wiem kim jesteś.-przerwała mi dziewczyna.-Claire, tak?
-Tak.-przez chwilę zastanawiałam się, skąd może mnie znać, aż w końcu przypomniało mi się że gram w drużynie Quidditcha. Pacnęłam się dłonią w czoło. Ciągle o tym zapominam.
-Chyba powinnyśmy się przebrać, bo już dojeżdżamy.-Veronica wyjrzała za okno. Wyciągnęłyśmy z naszych toreb czarne szaty. Nałożyłam swoją w pośpiechu. Lekko pogładziłam zielony emblemat z wężem. Pociąg wjechał na stację. Wszyscy wyszli. Pierwszoroczni udali się za Hagridem, wielkim włochatym facetem.
-Pierwszoroczni, za mną!-krzyknął. Przypomniało mi się, jak 5 lat temu też za nim szłam. Reszta udała się w inną stronę. Po chwili doszliśmy do zamku. Wszyscy weszliśmy do Wielkiej Sali i zajęliśmy miejsca przy stołach poszczególnych domów.
-Witam was wszystkich w kolejnym roku...-zaczął swoją przemowę dyrektor. Rok w rok to samo. Nie róbcie tego, tamtego... Potem odbył się przydział pierwszorocznych. Przedstawienie nauczycieli, itd. W końcu wszystko się zakończyło i prefekci odprowadzili nas do dormitoriów. Kiedy weszłam do pokoju od razu położyłam się na łóżku i zasnęłam.
***
Biegłam przez korytarz. Na kamiennej podłodze leżał czerwony dywan, ciągnący się w nieskończoność. Jedynym źródłem światła był księżyc w pełni, którego poświata sączyła się przez szpary pomiędzy zasłonami. Nie zatrzymywałam się. Coś mnie goniło, ale nie wiem co. Paliło mnie w płucach, nie wiem, jak długo biegłam. W pewnym momencie potknęłam się i wywróciłam. Zwinęłam się na podłodze i osłoniłam rękoma.
***
Obudziłam się na podłodze. Podparłam się na łokciu. Ten sen męczy mnie odkąd pamiętam. Nigdy nie wiedziałam o co w nim chodzi. Teraz przynajmniej wiem, że to gdzieś w Hogwarcie, ale na tym moja wiedza się kończy. Szybko się przebrałam i udałam się na zajęcia z eliksirów. Dzisiaj odbywały się z Krukonami. Zbiegłam po schodach do piwnicy. Nagle na kogoś wpadłam.
-Uważaj jak...-zobaczyłam że wpadłam na jakąś dziewczynę z Ravenclaw'u. Miała długie brązowe włosy.-Przepraszam. Myślałam że to ktoś ode mnie.
-Nic się nie stało.-skrzywiła się lekko.-Normalnie nie przepadam za Slytherin'em, ale jak już ktoś mówi do mnie "Przepraszam"...
-Spoko.-uśmiechnęłam się krzywo. Otrzepałam się z kurzu i pomogłam dziewczynie wstać.
-A tak poza tym... Catherine.-wyciągnęła do mnie rękę.-Albo po prostu Cat.

<Cat?>